środa, 4 czerwca 2014

Ostatni list Franza Kafki

Do Julie i Hermanna Kafków
Kierling, 2 czerwca 1924
Najdrożsi Rodzice!
A zatem wizyty, o których czasem piszecie. Zastanawiam się nad tym codziennie, ponieważ jest to dla mnie bardzo ważna sprawa. Byłoby tak pięknie, tak długo nie byliśmy już razem. Nie liczę pobytu w Pradze, były to tylko perturbacje mieszkaniowe, sam nie pamiętam, kiedyśmy pobyli razem spokojnie przez kilka dni w pięknej okolicy - kiedy tak właściwie było? Raz kilka godzin we Franzensbadzie. A wtedy wypilibyśmy razem „kufel dobrego piwa”, jak piszecie, z czego wnioskuję, że ojciec nie ceni wysoko młodego wina - i w kwestii piwa się z nim zgadzam. Zresztą, jak wspominam teraz często podczas upałów, już kiedyś regularnie pijaliśmy razem piwo, przed wieloma laty, gdy ojciec zabierał mnie ze sobą do Cy­wilnej Szkoły Pływania.
To i wiele innych rzeczy przemawia za wizytą, ale zbyt wiele przemawia przeciw. Po pierwsze, ojciec nie będzie mógł przyjechać prawdopodobnie z powodu trudności paszportowych. To oczywiście odbiera wizycie dużą część sensu, przede wszystkim jednak matka będzie przez to, ktokolwiek inny by jej towarzyszył, za bardzo na mnie skupiona, skoncentrowana, a ja wciąż nie jestem bardzo piękny i w ogóle wart oglądania. Trudności pierw­szych chwil tu i w Wiedniu znacie, trochę mnie zrujnowały i przeszkodziły szybkiemu spadkowi gorączki, która pracowała nad dalszym osłabianiem mnie; zaskoczenie sprawą krtani osłabiło w pierwszym okresie bardziej, niżby obiektywnie należało - dopiero teraz wydobywam się z tych wszyst­kich niedomagań dzięki niemożliwej do wyobrażenia sobie z oddali pomo­cy Dory i Roberta (kim byłbym bez nich!). Przeszkody istnieją też teraz, i tak na przykład jeszcze nie całkiem pokonany nieżyt jelit z ostatnich dni. To wszystko razem sprawia, że mimo moich cudownych pomocników, mimo dobrego powietrza i wyżywienia, prawie codziennych kąpieli po­wietrznych, wciąż jeszcze nie wydobrzałem całkowicie, nie jestem nawet w takim stanie jak choćby ostatnio w Pradze. A jeśli doliczycie do tego, że mogę mówić tylko szeptem, a i to nie za często, chętnie też przesuniecie wizytę. Wszystko ma się ku lepszemu, ostatnio pewien profesor stwier­dził istotną poprawę krtani, ale nawet jeśli zdaniem tego bardzo miłego i bezinteresownego człowieka - przyjeżdża raz w tygodniu własnym autem i prawie nic za to nie chce..., jego słowa były dla mnie wielką pociechą - wszystko ma się ku lepszemu, nic mi po tym, jeśli gościom, i to takim, ja­kimi wy byście byli, nie można pokazać dużych, niezaprzeczalnych, okiem laika mierzalnych postępów. Lepiej to zostawić. Czy nie powinniśmy więc tego tymczasem zostawić, moi kochani rodzice?
Nie wierzcie w to, że moglibyście moje tutejsze leczenie poprawić albo wzbogacić. Wprawdzie właścicielem sanatorium jest stary, chory mężczy­zna, który nie może się tą sprawą wiele zajmować, a obcowanie z bardzo przyjemnym lekarzem asystentem jest bardziej towarzyskie niż medyczne, ale poza okazyjnymi wizytami specjalistów jest tu przede wszystkim Ro­bert, który mnie nie odstępuje, i zamiast myśleć o swoich egzaminach, ze wszystkich sił myśli o mnie, potem młody lekarz, do którego mam duże zaufanie (i jego, i wspomnianego profesora zawdzięczam architektowi Ehrmannowi*, a który przyjeżdża tu trzy razy w tygodniu,

Skoro tak się odnoszę do tej wizyty,
wprawdzie jeszcze nie autem, lecz skromnie, pociągiem i autobusem trzy razy w tygodniu.

Wyjmuję mu list z ręki. To był tak czy owak wyczyn. Jeszcze tylko kilka linijek, które zgodnie z jego prośbą wydają się bardzo ważne**

[Franz Kafka zmarł w sanatorium w Kierling 3 czerwca 1924 roku.]

*Architekt i projektant Leopold Ehrmann ze Strakonic, prawdopodobnie krewny Kafki.
**Niedokończony dopisek Dory Diamant.
Tłum. Anna i Robert Urbańscy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz